Długo zwlekałam z tym telefonem. Bo czekała mnie konfrontacja. Rozwiązanie, na które mogłam się zgodzić, nie było korzystne dla mojego adwersarza, i przeciwnie. Wątły kompromis, który miałam na myśli, też był moim zdaniem nie do zaakceptowania przez drugą stronę. Ale nie mogłam oddać pola. Rozmowa nieuchronnie doprowadzi do konfliktu, myślałam. Nawet, jeśli rozegram tę kwestię na swoją korzyść, to stracę dobre relacje. Na pewno. Dlatego tak zwlekałam. Po prostu się bałam tej rozmowy. Zastanawiałam się. Przypomniałam sobie szkolenie, które nasza Akademia Face organizowała razem z dr Olgierdem Annusewiczem. Przekonywanie bez pokonywania. Sięgnęłam do notatek. „Mój adwersarz nie powinien czuć, że przegrał. Nie może pomyśleć: – ok, musiałem się ugiąć pod jego argumentami, następnym razem się odegram. Jeśli mamy spór, w którym obie strony stanowczo bronią swoich argumentów, to im mocniej to robią, im bardziej emocjonalnych chwytów używają, tym trudniej jest się im wycofać i porozumieć, czy po prostu przyznać rację drugiej stronie.(…) – mówił na szkoleniu Annusewicz. Postanowiłam wykorzystać nabytą wiedzę w praktyce i rozwiązać sprawę „na miękko”.

I jak, zgadzasz się na moją propozycję? – usłyszałam w telefonie niecierpliwy, lekko podenerwowany głos. – Najważniejsze jest dla mnie to, żebyśmy zachowali dobre relacje, żebyśmy nie grali przeciwko sobie – odpowiedziałam rozmówcy. Potem spokojnie przedstawiłam swoje racje i zarysowałam wersję kompromisowego rozwiązania. Pamiętałam ze szkolenia, że nie powinnam dążyć do tego, żeby rozmówca uznał, że moja propozycja jest lepsza (bo to by oznaczało, że jego była gorsza), ale żeby ją zaakceptował jako wspólne rozwiązanie, nad którym razem będziemy pracować. Dlatego bardzo ostrożnie dobierałam i formułowalam argumenty, pamiętając, że nie mogą zabrzmieć konfrontacyjnie.–Dobrze.- powiedział rozmówca ku mojemu zaskoczeniu. – Zgadzam się. Mnie też zależy na naszych dobrych relacjach. Ufff….Na własnej skórze przećwiczyłam, że miękka perswazja działa, i że wiele zależy od doboru słów. I co więcej, po takiej „niekonfrontacyjnej” rozmowie nie ma się poczucia niesmaku, żalu za zepsutą relacją. I można dużo więcej wspólnie zbudować także na innych polach.

Warto się przyjrzeć jak działają słowa, których używamy, i czy przynoszą oczekiwany skutek. Na przykład małe słówko „ale”. To też zapamiętałam ze szkolenia, i bardzo mi się przydaje.. Podoba mi się Twoja prezentacja, ale wolałabym żebyś zmienił czcionkę i dodał większe ilustracje….zaczęłam pisać do jednego z naszych współpracowników…. i zatrzymałam się w pół zdania. Słówko „ale” – jest konfrontacyjne. Pisząc „ale”, skreślam poprzednią pozytywną opinię, podaję ją w wątpliwość. Podoba mi się Twoja prezentacja. Tu postawiłam kropkę. A co sądzisz, żeby zmienić nieco czcionkę i dodać większe ilustracje? Jakie jest twoje zdanie?. – napisałam. Myślę, że lepiej to zabrzmiało. I otworzyło drogę do porozumienia zamiast zatrzasnąć drzwi.

„Po dobrze poprowadzonej dyskusji czy negocjacjach nikt nie powinien czuć się pokonanym.” – twierdzi dr Olgierd Annusewicz. A ja w Nowym Roku życzę Państwu samych takich owocnych dyskusji.

– Agata Jakóbczak

O sztuce przekonywania można przeczytać więcej tu:

https://www.agencjaface.com/przekonac-bez-pokonywania-jak-sie-nauczyc-madrze-dyskutowac/#.XC-dkmlCfIU

A o szkoleniu „Przekonywanie bez pokonywania” – tutaj.